Ghandruk

DSC_026112

DSC_0270

DSC_0269DSC_0273

56

DSC_0263DSC_0293

78

9

11

DSC_0346DSC_0350

DSC_0357DSC_0361

13

Advertisements

KathMadness

… opozniony piec godzin dostaje wymarzona wize i bagaz …

… nie chce oficjalnej taksowki … 700 euro … ustalona cena … kazali mi nie brac za wiecej niz 500 … tlum agentow chce mi dac wszystko taksowke, hotel, w Kathmandu, w Pokharze … kazdy za 700 … rzadowa cenowa zmowa … zbijam do 650 … nie pojade z nim tylko z vanem jego kolegi …

DSC_0488DSC_0490

… sporo policji na drogach … na brzegu domy, targi …

DSC_0145DSC_0456

…lewa strona plyniemy przez kurz, ludzie w maskach na twarzach, motocykle pluskaja pomiedzy niczym male rybki … gdzies jakas krowa … wszystko sie plynie, przeplata, a nie koliduje … czas plynie wolno … dzielony przez mikrozawaly, kiedy z naprzeciwka oskrzydlaja nas dwa motocykle … ludzie jada, lecz nie jada, nie tak by nie moc sie zatrzymac … wola lawirowac … bezcenne centymetry od pojazdow, zwierzat osob …

… tutaj palac, tam swiatynia sikhow … Khamal (znaczy ‘pelen mocy’) z kasty Sresthow jest moim przewodnikiem … wysiadam na Tridevi … kregoslupie Thamelu …

DSC_0140DSC_0142

DSC_0123

… Nepal to kraj GPSu … lokalnej SIMkarty z transferem danych 3G i calkowicie odblokowanego telefonu … jeszcze sie najezdze za buddyjskim klasztorem … ewentualnie moga byc punkty orientacyjne, bardzo glowne ulice, potem place, uliczek nikt nie zna …

DSC_0482DSC_0467

DSC_0468DSC_0127

… trening asertywnosci … przechodze moje dwanascie krokow bez wziecia taksowki ani hotelu … mam niedaleko …

… na recepcji nikt sie mna specjalnie nie przejmuje, jeszcze nie tutaj … rodzinne hotele to na ogol bardziej ‘rodzinna’ atmosfera  … obiadu dzis nie bedzie … do herbaty trzebaby wlasny czajnik, widocznie prad drogi …

DSC_0504DSC_0463

… odebrac bilet na autobus … wyrobic pozwolenia … na trekking, na dojscie do parku … Nepal Tourism Board jest juz zamkniety ale z grzecznosci jeszcze mi wyrobia, tak samo bedzie na lotnisku … w pospiechu w bankomacie zostawiam karte … uczciwe dzieciaki wolaja mnie … ogolnie nie czulem sie niebezpiecznie … najwyzej ktos nie bedzie mial wydac, ludzie czesto nie maja wydac … ewentualnie podwojne ceny … czy takie z ktorych sprzedawca zejdzie kilka razy zanim pozwoli Ci wyjsc …

… wracam Durbar Margiem … Ci ktorzy, nie ida … pala gazety dla ogrzania … pluca ciezkie od dymu … ja w hotelu dostane tylko koc … zimy najgorsze sa w cieplych krajach … Izrael, Nepal … CO sie nie oplaca … salon optyczny z Szamarpa w witrynie … much mistical coincidence … wlasciciel jest sasiadem Shar Minub … da mi wskazowki … odzwiedze dzieki nim mnostwo buddyjskich klasztorow 😉 …

DSC_0121

… w Ratna Parku … Ruslan Music, muzyczna inwestycja lokalnego producenta wodki 🙂 przysponsorowal wygasajaca wlasnie impreze … na scenie panie spiewaja na melodie ktorej oj jeszcze sie naslucham … sporo Nepalczykow nie pije, widocznie wesola muzyka pomaga rozpijac ludnosc 🙂

DSC_0464DSC_0466

… buddysko hinduska swiatynia po drugiej stronie Durbar Margu … jak tantra to tantra … Wielki Czas (Mahankaal) siedzi w samym epicentrum zgielku … jednak czuje spokoj, powage i cisze … z tego co zrozumialem symbolizuje czas, ktory ‘leczy rany’ czy tez usuwa zla karme … w kulcie chodzi o to, zeby pozbyc sie jej szybiej …  … nie rozumiem procedury rytualu z woda i kwiatem rododendrona … wstydze sie zapytac, czy to urzedujacych brahmonow, czy to mnichow …  moze skroci i bez tego, chocby pare lat …

… jest ciemno i nic nie swieci a potrzebuje na druga strone ulicy … nie ma mowy o tym by ktos sie sam zatrzymal … milion punktow karnych na sekunde …

DSC_0125DSC_0507

… nikt nie przechodzi, czekaja na mikrobus,  … podpatrzonym gestem maczam palce mocze w wodzie … rzeka jest zimna ciemna i metna, woda siega po uda… zanurzam glowe, ramiona wyciagam na boki … prycha nerwowo zatrzymana ciezarowka … odkopuje grunt i zanurzam sie w Kathmadness …

Plac Durbar

DSC_0476 DSC_0475

DSC_0478        DSC_0470

Balaju miedzy miastem a dzungla …

DSC_0514DSC_0508

DSC_0516DSC_0147 DSC_0518

W Bheri Kharka Tamu Lhosar nie obchodza :(

Kiedy taksowkarz dowozi mnie do Phedi jest juz 13 ta, nalezy sie 1200 rupii i od razu zaczynaja sie schody …

… u podnoza zaczepia mnie Tybetanka … sprzedaje obraczki na szczescie, biore najtansza …

… wyrastaja przede mna schody, niezliczone stopnie na sam szczyt … a to przeciez dopiero poczatek … pozniej okaze sie ze to wlasnie poczatek mial byc najgorszy …

czy tez najbardziej upierdliwy … piluje te stopnie … mijam turystow wygladajacych na Japonczykow i dyszacych tragarzy … kazdy ugina sie pod przytroczonym do czola drewnianym koszem …

… co raz ktos nie wytrzyma ciezaru gazowej butli i ciezko dyszac siada na kamiennych stopniach …

… ja ide dalej, odpoczne na rownym … chyba wciaz naiwnie wierze, ze jesli bede szedl wystarczajaco szybko to zdaze dojsc do Ghandruku …

i doswiadczyc gorkhijskich

noworocznych uroczystosci, jesli sa … czy sa na pewno, nie jestem pewien, bo nie moglem sie z Kissamem dogadac … stosunek do turystow przenika pewna dwuznacznosc … troche jak wszedzie, ale troche inaczej …

… myslac o tym wspinam sie po schodach, dopada mnie gorska fatamorgana, wydaje mi sie ze jesli niebo przeswituje juz zza drzew, to moze stok powoli sie konczy, dajac nogom chwile wytchnienia, ale niestety, za szczytem kolejny szczyt … za mna widok na doline … ale ja patrze do gory do przodu … wreszcie robi sie rowniej … szlak trekkingowy przechodzi przez wioski, czasem glowna ‘sciezka czy ulica’ … czasem na czyims podworku … tuz obok czyjegos domu … czuje sie z tym dosyc nieswojo, szczegolnie wspominajac dawny polski stosunek do obcych na dzielni, zastanawiam sie czemu ktos wlasnie tak to zaprojektowal … na pewno nie idzie sie zgubic bo ludzie, bardzo uczynni … naprowadzaja na dobra sciezke, pytaja skad jestes …

12

34

…. szlaki sa oznaczone o tyle o ile … na wiekszych bezdrozach mozna spotkac drogowskaz … ale glownie trzeba kierowac sie intuicja, chyba nie na darmo ktos ukladal te schodki w lesie … przydaje sie tez kompas … pewnie najlepszy bylby ludzki przewodnik …

na szczescie mija sie wielu ludzi znajacych droge … nawet w grudniu … zapewne zeby uciec od ‘cywilizacji’ trzebaby najpierw zlapac wysokosciowke …

… proponuja nocleg, ale ja chce isc dalej … wiem ze o szostej bedzie ciemno … moze nie do Ghandruku, ale moze chociaz do Tolki … moze gdzies, gdzie beda swietowac ich Nowy Rok …

… tak naprawde usadowilem sie wygodnie w moim trybie trekkingowym I w tym momencie juz trudno mi z niego wyjsc …

… chcialem wziac urlop od pragmatyzmu, calego planowania, bookowania I rozsadku …

… glupi uparlem sie na trek pod gore zamiast busa w gore I trek w dol … teraz jestem na najlepszej drodze do smutnego Tamu Lhosar …

56

… slonce zachodzi … mijam coraz wiecej to kobiety i dziewczyn zbierajacych drewno na opal … smigaja w gore i w dol niczym dakinie … dzender tu nie dotarl … kobiety zbieraja drewno … mezczyzni beda je rabac … niektore zbieraja smieci … dbaja o czystosc szlaku … ogolnie szlak jest o wiele bardziej zadbany I ladny po wschodniej stronie Bedi Kholi … przynajmniej do Ghandrungu, nie wiem czemu tak jest … ten po lewej to tylko schodzenie wzdluz koryta rzeki …

… ma to jednak swoje zalety dla jeepow i oslow …

… pali sie drewnem, drewno jest blisko i poki co nie kosztuje nic oprocz czasu i wysilku … przy stosunkowo duzym zaludnieniu wladze staraja sie zachecic ludzi do gazu i energii slonecznej … ale wez targaj butle z propanem pod taka gore … plac za to … albo inwestuje w panele … do tego potrzeba kapitalu … przyspieszam kroku … z ergonomicznym plecakiem wyposazonym w same najpotrzebniejsze rzeczy wstydze sie marudzic za drobnymi kobietami z wielkim koszem przytroczonym tasiemka do czola …

1011

… wreszcie dzungla … bamusy, rododendrony, wiele drzew ktorych nazw nie znam … tropikalna roslinnosc zgrzyta z odczuwalna temperatura, typowa dla polskiej wiosny/przedwiosnia … … widocznie to dopiero przymrozki zabijaja cale te bambusy, cale to bogactwo przyrody …

… w galeziach krzycza ptaki … tego mi brakowalo po finskiej ciszy … przypomina mi sie dziecinstwo w zoo … to znaczy wizyty w zoo w dziecinstwie …

… ja wdycham powietrze pelne kwiatowych zapachow … slysze chlodny szum wiatru …  a w oddali szczyty rozowieja w zachodzie slonca …

… cale bogactwo wzajemnie wykluczajacych sie rzeczy i zjawisk wywoluje przyjemne uczucie gryzacego dyskomfortu … i tak juz bedzie zawsze … kraj tantry i zaskakujacych polaczen …

1213

1514

… wychodze na Pothane, szczyt wzgorza … piekne widoki … mowia ze u nich kranowe mozna pic …

… w Derauli jestem troche po piatej … noclegu odmawiam troche z inercji … slonce juz zaszlo … o 6tej bedzie juz ciemno … w dolinie jeszcze ciemniej … Beri Kharka jest w dolinie, w dolinie nic nie ma … w Pokharze mowili mi, ze Tamu Lhosar to bardziej rodzinne swieto …

… kiedy schodze do Bheri Kharka robi sie juz mocno ciemno … tak ciemno, ze wlaczam czolowke …

… widze juz domy ale w Himalajach, ogolnie w gorach widoczne odleglosci sa zludne, zwodnicze i pozorne … gory ze wzgledu na ogrom zawsze wydaja sie blizej niz sa … a odleglosc w prostej linii jest wielokrotnie mniejsza od zakrzywionej zygzakowatej trajektorii marszruty po zboczu …

… spotykam dwie kobiety, wracaja do domu … Beri Kharka za dwadziescia minut … siostra ma tam pensjonat … na poczatku wioski … zaraz za dwoma zamknietymi … kobieta dzwoni z komorki, ja nie mam zasiegu … oni podobno maja wlasna siec … mowi ze nocleg bedzie 50 rupiii … bedzie 200 …

… co jest gorszego niz zamkniety pensjonat o zmroku? dwa zamkniete pensjonaty … w sumie po co komu pensjonat w dolinie, poza sezonem … chyba zeby to jakos rewitalizowac … ciekawe czym tylko … chyba slaby rafting na Modi Khola …

…. pali sie swiatlo … i ktos wychodzi mi na spotkanie ….

‘Mero name ho Kantchi. Dzien dobry’ mowi bez akcentu. Jest i jej maz, nie zapamietuje, nepalskie imiona sa dla mnie mocno trudne do zapamietania, nie do konca wiem dlaczego ….

Zasiadam przy stole i zamawiam Momo na kolacje. Zejdzie troche na gotowaniu. Zdaze wypic herbate i wziac prysznic na zagotowanej wodzie. nie ma tutaj cieplej wody, gazu ani energii slonecznej. Prysznic oldskulowy, toaleta narciarska. W moim pokoju okna jest swiatlo, ale okna sa zamkniete. Wydaje sie, ze w tradycyjnym budownictwie nie uzywano szkla … Drewniane okiennice, to jedyne, co oddziela mnie od zewnatrz.

1617

Momo smakuja wybornie. Widac ze sa swieze, ze swiezych skladnikow, salaty czy innego ziola i troche miesa … sos z lokalnych pomidorow ma specyficzny, ale bardzo dobry smak, to naturalny smak tej odmiany pomidorow. Porozmawialismy troche, ale raczej oszczednie, nie wiem dlaczego. Starsze malzenstwo, dorosly syn mieszka w Pokharze. Opowiedzialem im troche o moich znajomych Nepalczykach w Finlandii.

18

Chcialem juz wyciagnac Zubrowke, ale jakby poczulem, ze byloby to nie na miejscu. Zawinalem sie w koc. Gospodarze jeszcze dlugo nie poszli spac. Widocznie mieli jeszcze duzo do roboty, jak to na wsi. Z drugiej strony doliny widze swiatla i zdaje mi sie, ze slysze muzyke. To chyba Ghandrug jednak wita swoj Nowy Rok. U nas cisza. W Ghandrungu jest maly buddyjski klasztor tradycji Nyingma, i to on jest niejako osrodkiem noworocznych uroczystosci. Przeklinam swoj pragmatyzmu brak, trekkingowa upartosc. Wybralem piekno natury w marszu pod gore i  to dostalem. Przy ograniczonych zasobach czasowo-pienieznych logistyka nepalskich operacji wykracza poza internet i wymaga pewnych wyborow.

1920

2122

2324

Wstalem o osmej, bo chcialem wyjsc bardzo szybko. Zjadlem muesli i zdazylem jeszcze sprobowac sera z jaka. Smakowal jak cheddar. Wlasciciel zdazyl pokazac mi jescze swoje male tarasowe poletko, ktore dzieli z sasiadem i porozmawiac o trudnym wiejskim zyciu zanim oddalil sie rabac drewno. Odszedlem odprowadzany uderzeniami siekiery.

2625

2728

2930

31

32

Nauka Latania

DSCF0111

*

*

*

*

DSCF0113

*

*

*

*

*

*

DSCF0134

*

*

*

*

*

*

*

DSCF0132

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

*

DSCF0141

*

*

*

*
DSCF0151

DSCF0144

… przez ogluszajacy szum wiatru zaczynaja przebijac sie inne dzwieki, glosy, wolania, cwierkanie ptakow …

… zapewne najbardziej zajefajnie jest nauczyc sie latac samemu i wtedy godzinami fruwac gdzie i ile sie chce, ale do tego czasu moge tylko polecic …

… kiedy kaze Ci biec, biegnij tak, zeby pociagnac jego i siebie … nie zatrzymuj sie …

… o ile Ci nie powie … i pamietaj: nie siadaj za wczesnie do uprzezy;

… to najgorsze co mozesz zrobic, i bardzo niebezpieczne …

… z zapartym tchem czekalem na swoja kolej,

ale ekipa wciaz zwlekala …

… zobacz, inwersja, wszystko sie kisi, tam na dole …

… spojrzalem, ale tam gdzie pokazal Pablo zobaczylem tylko delikatne mgielki …

… chociaz fizyke ogarniam, szczegolnie po polsku … glowa zaczela mnie troche bolec od rozkminiania tej calej konwekcji … co bedzie jesli Dhawan nie trafi w ten odrywajacy sie babel goracego powietrza … wole za bardzo tego nie rozkminiac …

… to musi byc super sprawa: byc takim paralotniarzem w Himalajach, bierzesz lotnie i to, co inni robia w kilka dni, Ty robisz w kilka godzin …

Jerry, ten Francuz, przelecial jakies 3 tygodnie temu nad Fishtailem, jakies 7000 metrow …

… wyzej niz ktokolwiek przed nim

…coz, nie codzien idzie spotkac kogos takiego …

…ale nic, trzeba leciec …

… czekac nie ma na co, chyba sie juz nie poprawi …

… stanalem na zboczu, wpiety w uprzaz, Dhawan zaczal sprawdzac wiatr …

‘Now run!’ … od barkow poczulem opor powietrza …

… pobieglem, tak jak kazali …

… patrzac prosto przed siebie …

… a ziemia szybko uciekla mi spod nog …

… tak bardzo uwazalem, zeby nie usiasc za szybko w uprzezy, ze chyba przez polowe lotu dobrze w uprzezy nie usiadlem …

give him some nice acro! he’s from my country!

… no i pofikalismy troche fikolkow … salta nie bylo, ale i tak zoladek podszedl pare razy do gardla …

… zeszlismy nad jezioro … tak naprawde najbardziej stresujace i ’empowering’ bylo wlasnie ladowanie …

… a wlasciwie wyskakiwanie z uprzezy …

… balem sie ze zrobie to jakos za wczesnie albo za pozno …

… albo za wolno, albo za dlugo mi to zajdzie i tak czy owak …

… zaiwanie o ziemie …

… poszlo w miare sprawnie …

… przez jakas wydluzona sekunde poczulem sie jak samoistnie latajacy czlowiek …

… a zaraz potem lekki szok w kolanach …

*

*

… cos jakbym wybudzil sie ze spiaczki, odzyskal przytomnosc, no cos w ten desen …

*

https://www.facebook.com/sunriseparaglidingnepal

Mapy (Google) Versus Kathmandu

Na wiosce sprawa jest prosta. Jeden adres, jeden numer. Pokhara konformuje do europejskich standardów. Tylko Katmandu zawsze musi inaczej. Jeśli chodzi o Katmandu standardem jest podanie jako adresu samej nazwy ulicy (Marg), jeśli natrafimy na nazwę skrzyżowania (Ulica1 Ulica2) możemy mówić o szczęściu. Niestety jest to format na którego algorytm Google Maps przetrawić nie może (przydałby się jakiś plugin). Jeśli nasz obiekt nie jest jako taki zaznaczony na google mapie pozostaje nam po prostu prześledzić przebieg obu ulic i znaleźć odpowiednie skrzyżowanie. Zresztą podobno Google Mapa nie bardzo się w Katmandu sprawdza. Lepiej nabyć papierową …

Moje Gorkhijsko-Newarskie przecieranie szlaków …

…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Polityczna historia Nepalu wydaje się w dużej mierze ukształtowana przez dwa narody: Newarów i Gurungów (których my znamy jako Gurkhów lub Gorkhów) …

…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

W 12-tym wieku wypartej z Indii dynastii Malla udało się podbić dolinę Katmandu i stworzyć państwo zwane Mandalą Nepalu. Mandala jako organizacja polityczna charakteryzowała się tym, że zdefiniowana była raczej przez polityczne centrum i ośrodki o różnym stopniu zależności od politycznego centrum niż przez ściśle zdefiniowane granice). Właśnie w dwunastym wieku pierwotnych mieszkańców doliny Katmandu zaczęto nazywać Newarami (obywatelami Nepalu, Nepal Bhasa).

Rządy Newarów skończyły się, kiedy w 18-tym wieku kiedy królestwo Gurkhów przy pomocy armii Magarów zeszło z zachodnich gór i podbiło dolinę Katmandu i zapoczątkowało dynastię Shah jak i ekspansję terytorialną imperium Nepalu którą zakończyła dopiero słynna wojna z Anglią w latach 1814-1817.

Ciekawym zbiegiem okoliczności z jedno z dwojga moich najlepszych nepalskich znajomych jedna jest Gurkhą a drugi Newarem.

1024px-Nepal_ethnic_groups

Gurkhowie chwalą Newarów za gościnność i smaczną domową kuchnię (którą tak naprawdę trudno znaleźć w europejskich restauracjach), podczas kiedy Gurkhowie najbardziej znani są z … hmmm …

… mocno nieustraszonych i świetnie wyszkolonych żołnierzy … ( ktoś nawet powiedział, że ktoś, kto mówi, że nie boi się śmierci albo kłamie albo jest Gurkhą) …

… Jakkolwiek słowo Gurkha stało się niemal synonimem żołnierza tak jak Szerpa doświadczonego przewodnika, Gurkhowie pracują także w innych zawodach, wydali nawet sławnego nowojorskiego projektanta mody …

http://www.prabalgurung.com/home.php

… jakkolwiek o ile ostrożny jestem przypisywaniem narodowościom charakterów … (o ile właśnie nie narzekam, że my Polacy zawsze narzekamy) … to w porównaniu moich powierzchownych wrażeń Newarowie wydają się bardziej spokojni, podczas gdy Gurkhowie bardziej twardzi stąpający twardo po ziemi, prostolinijni i skoncentrowani (co przywodzi na myśl spartańskie skojarzenia) …

…………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

… w każdym bądź razie mając tylko 10 dni do swojej dyspozycji pomyślałem, że hmm najlepszym sposobem przekrojenia się w Nepalskość przez kulturę, kuchnię, historię, architekturę, sposób życia itd, (nad)używając 🙂 przy tym bezcennego doświadczenia moich przyjaciół  będzie własnie odwiedzenie … Newarów w Katmandu (gdzie przypadkiem ląduję) i Gurkhow w Pokharze aż do Ghandruku w Annapurna Conservation Area Project …

Map of my trip to Nepal, to Kathmandu, Pokhara, Ghandruk

Map of my trip to Nepal,
to Kathmandu, Pokhara,
Ghandruk

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………….

… przez taką decyzję nie zobaczę Lumbini gdzie książe Siddhartha Gautama urodził się w dynastii Sakyeh, aby stać się znany jako Budda …

… prawdopodobnie nie wejdę na Mt Everest …

… nie będzie czasu na medytacje w słynnych jaskiniach w regionie Mustang, które dla joginów gościnniejsze były od pałaców … i który poprzez kulturalną ‘tybetańskość’ i chińskie wpływy w Tybecie stał się obecnie bardziej od Tybetu tybetański …

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Jakkolwiek od 28-ego grudnia, kiedy wyląduję wśród Newarów na Kathmandu Tribhuvan International Airport zamierzam odkryć dla siebie:

Buddyzm, Historię, Architekturę i Kuchnię

Pod kątem buddyzmu odwiedzić zamierzam Swayambhu, Boudhę i Shar Minub.

Architekturę i historię zamierzam zobaczyć na placu Durbar i w Muzeum Narodowym.

Zamierzam spróbować pysznego jedzenie i generally have a good time 🙂

………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

29ego grudnia opuszczę Katmandu i skieruję koła autobusu do Pokhary, miasta wielu gurkhijskich żołnierzy. I szczerze mówiąc Pokhara będzie moim bazą do Ghandruku …

Dzień po tym jak, żeby sprawdzić kondycję przepłynę jezioro Phewa i wejdę pod Pagodę Pokoju wstanę specjalnie wcześnie rano aby zdążyć zostać wodnym ptakiem i pofrunąć nad jeziorem o wschodzie słońca. Najchętniej poleciałbym paralotnią aż do samego Ghandruku, ale chyba nie jest to możliwe, poza tym czym byłby wyjazd w Himalaje bez spaceru w górach.

Mam nadzieję, że zdąże jeszcze na uroczystości Gurkhijskiego Nowego Roku (Tamu Lhosar) które w tym roku wypadają właśnie 30ego grudnia … W Sylwestra pochodzę po okolicznych wioskach z domkami o charakterystycznej budownictwie, może uda mi się spróbować miejscowego piwa i poznać lokalne zwyczaje, gurkhijskie referencje powinny mi pomóc w zdobyciu lokalnych przysmaków 🙂

1-ego stycznia schodzę do Pokhary zobaczyć, co przegapiłem, a 2-ego wracam do Kathmandu odwiedzić pozostałych członków wspomnianej już mandali Nepalu (Bhaktapur – pierwszą stolicę mandali Nepalu; a także Patan ; słyszałem, że zapiera dech …

Patan